piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 2

Rozmawialiśmy, śmieliśmy się jakbyśmy znali się od dawna. Justin zaczął opowiadać historię jak chodził z koleżanką po sklepach i weszli do sklepu z damską bielizną i z zachwytu poprzewracał wszystkie manekiny, oczywiście niechcący. Wybuchłam niepochamowanym śmiechem, on odpowiedział tym samym. Naszą wielką chwilę śmiechu przerwała podchodząca do nas długonoga bruneta.
- Tu jesteś Justin, wszędzie Cię szukałam- wydusiła z uśmiechem na twarzy.
- Byłem tu cały czas - uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mnie.
- Um... Poznajcie się, to jest Victoria - wskazał na mnie - a to Lola, ale mówią na nią Lol - tym razm kierując dłoń w stronę długowłosej. Podałyśmy sobie dłonie i zaproponawałam aby się do nas dosiadła. Nie czekając długo Lola zajęła wolne miejsce na moim kocu a Justin w tym samym czasie zaczął grzebać w swoim telefonie. Przerywając niezręczną ciszę, zwracając tym samym uwagę Justina zapytałam :
- Jesteście parą? 
W odpowiedzi usłyszłam głośny śmiech wydobywający się z ust Justina i Lol. Nie wiedząc co powiedziałam źle chciałam się dowiedzieć co ich tak rozbawiło i powiedziałam: 
- Z czego się tak śmiejecie?
- No... bo my - zaczęła nadal śmiejąc się dziewczyna.
- My jesteśmy tylko przyjaciółmi - wtrącił Jus.- Myślisz, że gdyby Lola była moją dziewczyną pozwoliła mi porozmawiać z człowiekiem płci przeciwnej? Ba nawet nie mógłbym spojrzeć na żadną dziewczynę.
Kończąc to zdanie Justin oberwał od brunetki prosto w ramię.
- Głupek - dodała z chytrym uśmiechem.
- Ał? - zapytał Justin podnosząc lewą brew. W tym samym czasie chłopak dostał piłką w głowę.
- Co do...? - nie dokończył, bo ujrzał za sobą małą dziewczynkę biegnącą po piłke.
- Pszeplaszam - rzuciła dziewczynka słodkim, piskliwym głosem. 
- Spoko, ale następnym razem uważaj - nie otrzymał odpowiedzi, bo dziewczynka stała już przy swojej mamie.
Znów nastała niezręczna cisza. Spojrzałam na zegarek w telefonie i uświadoniłam sobie, że na mnie już czas.
- Hej, już robi się późno, muszę się zbierać - powiedziałam podnosząc tyłek z koca. Chwyciłam swoją koszulke i zaczęłam ją zakładać, po tym chwyciłam swoje spodenki i zrobiłam z nimi tak samo. Po ubraniu się, chwiciłam w dłonie swoje buty i włożyłam je na swoje gorące od słońca stopy. Jus i Lol wstali z koca pomagając mi go złożyć. Spakowałam wszystko do torby i chciałam już iść gdy Justin powiedział:
- Hej, nie idź jeszcze. Poczekaj na nas i razem pójdziemy na parking. 
- Okej- zaczęli się oddalać a ja zaraz za nimi. Zaierając swoje rzeczy Justin zaczął pakować do reklamówki swoją koszulkę i jedzenie, Lola tylko założyła spodenki i ruszła z nami. Szliśmy jakieś 7 minut i doszłam do swoje samochodu. 
- Hehe- zaśmiał się Justin.
- Mogę się dowiedzieć co znowu Cię tak śmieszy? - zapytałam z głupim wyrazem twarzy.
- Nie wiem czy to przypadek czy nie, ale zaparkowałaś obok mnie. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Przypadek? Nie sądzę... - dodała Lola.
- Hahaha, skąd mogłam wiedzieć czyj to samochód?  - Powiedziałam wkładając torbe na tylne siedzenie.
Otworzyłam drzwi od strony kierowcy i zajęłam swoje miejsce.
- Hej, hej, hej nawet się ze mną nie pożegnasz- domagał się Justin z miną szczeniaczka.
- No okej - wstałam - Pa Justin- odchyliłam głowe w stronę Loli i rzekłam - Pa Lol.
- Pa Vicki.
- Liczyłem na inne porzegnanie - dodał Justin z wielkim bananem na twarzy.
-  Za marzenia Cię nie ukaram - dodałam śmiejąc się pod nosem. 
Wsadziłam kluczyki do stacyjki i przekręciłam je ożywiając pojazd. 
- Do zobacznia - usłyszłam za sobą gdy już wyjeżdżałam, pomachałam im na do widzenia i odjechałam nabierając dużej prędkości. Będąc blisko domu spojrzałam we wsteczne lusterko zobaczyłam znajome twarze. Jus i Lol mnie śledzili, bo nie wierzę, że mieszkają niedaleko mnie. Postanowiłam nie dać im wygrać i skręciłam w drogę, która prowadzi do wielkiego sklepu. Jakby nadal jechali za mną to im każe się tłumaczyć i sama, będę mogła się wytłumaczyć, że przyprowadziła mnie tu chęć zrobienia zakupów, a gdy odpowiedzą to samo, powiem im, że do tego sklepu prowadzi inna droga, która zajmuje mniej czasu. Mam już ułożoną rozmowę na wypadek gdyby nadal postanowili mnie śledzić. Patrząc we wsteczne lustro nie dostrzagłam ich widoku. Podjeżdżając na parking pod sklepem postanowiłam nie marnować okazji i wejść do sklepu. Wzięłam portfel, zamknęłam auto i zaczęłam podążać w kierunku wejścia. Wzięłam koszyk i od razu zaczęłam szukać jakiś chipsów i  chrupków. Znajdując dużo takiego towaru wzięłam całe mnóstwo chipsów, które kocham. Są to Takis. Wzięłam po jednym smaku. Podeszłam dalej biorąc jeszcze dużą colę i postanowiłam udać się do kasy. Po zapłaceniu za zakupy odstawiłam koszyk i poszłam do samochodu. Otworzyłam drzwi i wsiadłam do samochodu kładąc reklamówkę na siedzenie obok. Ruszając z parkingu zauważyłam samochód podążający za mną, ale to już nie były twarze Justina i Loli. Bojąc się zwiększyłam prędkość, kierowca za mną zrobił tak samo. Podjeżdżając pod bramę zauważyłam ten samochód mijający mój widok. Pasażer tego auta wlepiał w nas swoje gały. Kto to mógł być? Czy coś komuś zrobiłam?
Czy ktoś poluje na mój majątek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz