Rozmawialiśmy, śmieliśmy się jakbyśmy znali się od dawna. Justin zaczął opowiadać historię jak chodził z koleżanką po sklepach i weszli do sklepu z damską bielizną i z zachwytu poprzewracał wszystkie manekiny, oczywiście niechcący. Wybuchłam niepochamowanym śmiechem, on odpowiedział tym samym. Naszą wielką chwilę śmiechu przerwała podchodząca do nas długonoga bruneta.
- Tu jesteś Justin, wszędzie Cię szukałam- wydusiła z uśmiechem na twarzy.
- Byłem tu cały czas - uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mnie.
- Um... Poznajcie się, to jest Victoria - wskazał na mnie - a to Lola, ale mówią na nią Lol - tym razm kierując dłoń w stronę długowłosej. Podałyśmy sobie dłonie i zaproponawałam aby się do nas dosiadła. Nie czekając długo Lola zajęła wolne miejsce na moim kocu a Justin w tym samym czasie zaczął grzebać w swoim telefonie. Przerywając niezręczną ciszę, zwracając tym samym uwagę Justina zapytałam :
- Jesteście parą?
W odpowiedzi usłyszłam głośny śmiech wydobywający się z ust Justina i Lol. Nie wiedząc co powiedziałam źle chciałam się dowiedzieć co ich tak rozbawiło i powiedziałam:
- Z czego się tak śmiejecie?
- No... bo my - zaczęła nadal śmiejąc się dziewczyna.
- My jesteśmy tylko przyjaciółmi - wtrącił Jus.- Myślisz, że gdyby Lola była moją dziewczyną pozwoliła mi porozmawiać z człowiekiem płci przeciwnej? Ba nawet nie mógłbym spojrzeć na żadną dziewczynę.
Kończąc to zdanie Justin oberwał od brunetki prosto w ramię.
- Głupek - dodała z chytrym uśmiechem.
- Ał? - zapytał Justin podnosząc lewą brew. W tym samym czasie chłopak dostał piłką w głowę.
- Co do...? - nie dokończył, bo ujrzał za sobą małą dziewczynkę biegnącą po piłke.
- Pszeplaszam - rzuciła dziewczynka słodkim, piskliwym głosem.
- Spoko, ale następnym razem uważaj - nie otrzymał odpowiedzi, bo dziewczynka stała już przy swojej mamie.
Znów nastała niezręczna cisza. Spojrzałam na zegarek w telefonie i uświadoniłam sobie, że na mnie już czas.
- Hej, już robi się późno, muszę się zbierać - powiedziałam podnosząc tyłek z koca. Chwyciłam swoją koszulke i zaczęłam ją zakładać, po tym chwyciłam swoje spodenki i zrobiłam z nimi tak samo. Po ubraniu się, chwiciłam w dłonie swoje buty i włożyłam je na swoje gorące od słońca stopy. Jus i Lol wstali z koca pomagając mi go złożyć. Spakowałam wszystko do torby i chciałam już iść gdy Justin powiedział:
- Hej, nie idź jeszcze. Poczekaj na nas i razem pójdziemy na parking.
- Okej- zaczęli się oddalać a ja zaraz za nimi. Zaierając swoje rzeczy Justin zaczął pakować do reklamówki swoją koszulkę i jedzenie, Lola tylko założyła spodenki i ruszła z nami. Szliśmy jakieś 7 minut i doszłam do swoje samochodu.
- Hehe- zaśmiał się Justin.
- Mogę się dowiedzieć co znowu Cię tak śmieszy? - zapytałam z głupim wyrazem twarzy.
- Nie wiem czy to przypadek czy nie, ale zaparkowałaś obok mnie. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Przypadek? Nie sądzę... - dodała Lola.
- Hahaha, skąd mogłam wiedzieć czyj to samochód? - Powiedziałam wkładając torbe na tylne siedzenie.
Otworzyłam drzwi od strony kierowcy i zajęłam swoje miejsce.
- Hej, hej, hej nawet się ze mną nie pożegnasz- domagał się Justin z miną szczeniaczka.
- No okej - wstałam - Pa Justin- odchyliłam głowe w stronę Loli i rzekłam - Pa Lol.
- Pa Vicki.
- Liczyłem na inne porzegnanie - dodał Justin z wielkim bananem na twarzy.
- Za marzenia Cię nie ukaram - dodałam śmiejąc się pod nosem.
Wsadziłam kluczyki do stacyjki i przekręciłam je ożywiając pojazd.
- Do zobacznia - usłyszłam za sobą gdy już wyjeżdżałam, pomachałam im na do widzenia i odjechałam nabierając dużej prędkości. Będąc blisko domu spojrzałam we wsteczne lusterko zobaczyłam znajome twarze. Jus i Lol mnie śledzili, bo nie wierzę, że mieszkają niedaleko mnie. Postanowiłam nie dać im wygrać i skręciłam w drogę, która prowadzi do wielkiego sklepu. Jakby nadal jechali za mną to im każe się tłumaczyć i sama, będę mogła się wytłumaczyć, że przyprowadziła mnie tu chęć zrobienia zakupów, a gdy odpowiedzą to samo, powiem im, że do tego sklepu prowadzi inna droga, która zajmuje mniej czasu. Mam już ułożoną rozmowę na wypadek gdyby nadal postanowili mnie śledzić. Patrząc we wsteczne lustro nie dostrzagłam ich widoku. Podjeżdżając na parking pod sklepem postanowiłam nie marnować okazji i wejść do sklepu. Wzięłam portfel, zamknęłam auto i zaczęłam podążać w kierunku wejścia. Wzięłam koszyk i od razu zaczęłam szukać jakiś chipsów i chrupków. Znajdując dużo takiego towaru wzięłam całe mnóstwo chipsów, które kocham. Są to Takis. Wzięłam po jednym smaku. Podeszłam dalej biorąc jeszcze dużą colę i postanowiłam udać się do kasy. Po zapłaceniu za zakupy odstawiłam koszyk i poszłam do samochodu. Otworzyłam drzwi i wsiadłam do samochodu kładąc reklamówkę na siedzenie obok. Ruszając z parkingu zauważyłam samochód podążający za mną, ale to już nie były twarze Justina i Loli. Bojąc się zwiększyłam prędkość, kierowca za mną zrobił tak samo. Podjeżdżając pod bramę zauważyłam ten samochód mijający mój widok. Pasażer tego auta wlepiał w nas swoje gały. Kto to mógł być? Czy coś komuś zrobiłam?
Czy ktoś poluje na mój majątek?
She Don't Like The Lights
piątek, 31 stycznia 2014
czwartek, 30 stycznia 2014
Rozdział 1
VICTORIA'S POV
Kolejny poranek w nowym domu nie koniecznie przypadł mi do gustu. Patrząc leniwie w sufit uświadomiłam sobie, że to ostatni dzień wakacji. Pomyślałam, że nie mogę go zmarnować. Przyszło mi do głosy wyjście na zakupy a później na plażę. Sięgnęłam po telefon by zadzwonić po, którąś z moich koleżanek, ale uświadomiłam sobie, że przecież one zostały w Nowym Yorku podczas gdy ja przeprowadziłam się tutaj do Los Angeles. Rozczarowana wstałam z ciepłego łóżeczka i udałam się do szafy, z której wyciąnęłam moje ulubione jeansowe szorty i luźny top no i strój kąpielowy. Wzięłam ubrania i udałam się do mojej prywatnej łazienki. Widok jaki ujrzałam w lustrze ani troche mnie nie zadowlił. Ujrzałam rozczochraną brunetkę z zaspanymi oczami. Szybko rozebrałam się do naga wyrzucając moją fioletową piżamkę do kosza na brudy. Weszłam pod prysznic, ciepła woda zaczęła pieścić moje ciało. Kolejnym krokiem jaki wykonałam było namydlenie ciała truskawkowym żelem pod prysznic. Po solidnym namydleniu spłukałam ciało letnią wodą. Wyszłam z pod prysznica i natychmiast się wytrarłam. Ubrałam wcześniej naszykowany strój i wzięłam się za rozczesywanie swych potarganych włosów. Poszło nawet szybko. Z szafki umieszczonej w pobliżu lusterka wyciągnęłam tusz do rzęs, puder, eyeliner i błyszczyk. Wzięłam się za robienie makijażu wodoodpornymi kosmetykami ze względu na to iż wybieram się na plaże. Po skończonej czynności wyszłam z łazienki podchodząc do drugiej umiejscowionej w moim pokoju szafy gdzie znajdowały się same buty. Wybrałam miętowe sandałki po czym włożyłam je na nogi. Schodząc na dół poczułam zapach nalesników . To zmotywowało mnie do szybszego zejścia na dół. Faktycznie na stole w sporej jadalni stał talerz z ułożonymi w piramidę naleśnikami a obok karteczka a na niej napis: Wiedziałam, że ostatnim razem Ci posmakowały. Smacznego. Mama.
Uśmiechnęłam się widząc ustawione dodatki. Nie czekając długo wziełam się za jedzenie. Zjadałam ze trzy i już więcej nie mogę. Uznając to za koniec pobiegłam do pokoju po torebkę, pieniądze i klucze od auta jak i również od domu.
Zabrawszy te rzeczy udałam się do wyjścia. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i wyszłam. Zakluczowałam drzwi i ruszyłam w kierunku swojej najnowszej fury. Zasiadając na miejscu kierowcy odpaliłam silnik i powoli zaczęłam wyjeżdżać z posiadłości. Na moje nieszczęśćie całe miasto jest zakorkowane. Trudno. Po godzinnym czekaniu w korkach udało mi się zajechać do pobliskiego centrun handlowego. Zaparkowałam auto niedaleko wejścia i ruszyłam w stronę wejścia. Od razu udałam się do sklepu z ubraniami eleganckimi. W prawdzie miałam gotowy strój na rozpoczęcie roku, ale nie zaszkodziłoby gdybym znalazła coś nowego, może nawet fajniejszego. Przechodząc przez próg ujrzałam wprost przepięknął białą sukienkę z czarnymi dodatkami. Nie czekając długo podeszłam do wieszaka, odszukałam swój rozmiar i udałam się do przymierzalni. Leżała idealnie, nie zastanawiając się długo poszłam do kasy zapłacić. Po wyjściu ze sklepu pomyślałam, że żadne z moich butów nie będą pasować do tej sukni. Rozgłądając się ujrzałam sklep z butami, do którego natychmiast postanowiłam pójść. Niedługo musiałam szukać wymarzonych butów, gdyż właśnie takie znajdowały się praktycznie przy wejściu. W duchu modliłam się by mieli mój rozmiar. Podchodząc bliżej zauważyłam ostatnie pudełko z odpowiednim dla mnie rozmiarem, chwyciłam je i poszłam przymierzyć wysokie, czarne szpilki ze złotymi dodatkami. Wyglądałam w nich zjawiskowo do tego swietnie wyszczuplały nogi a co ważniejsze strasznie wydłużały. Wiedziałam, że musze je mieć. Spakowałam je ponownie do pudełka i zaczełam nadal rozglądać się po sklepie w poszukiwaniu kolejnego skarbu. Możne powiedzieć, że mi się udało. Zapatrzona na buty wpadłam na wysokiego bruneta o czekoladowych oczach. Zrobił na mnie wspaniałe wrażenie, że z tego wszystkiego zapomniałam jak się nazywam.
- Cześć jestem Justin- usłyszałam i się ocknęłam.
-Hej, mam na imię Victoria. Wybacz, że na Ciebie wpadłam, ale w pobliżu butów nie mogę się na niczym skupić- odparłam nerwowo.
-To zrozumiałe, w końcu jesteś dziewczyną.
Nic nie odpowiedziałam tylko spuściłam głowę w dół lekko się wstydząc.
- Świetnie wyglądasz w tych butach- spojrzał na pudełko i się uśmiechnął.
- Dzięki- odparłam niepewnie.
- Jesteś tu nowa? Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem.
- Um.. tak. Przeprowadziłam się tu prawie miesiąc temu i już jutro zaczynam szkołę. ... Eh... nie będę Cię zanudzać.
- Nie nudzisz mnie- uśmiechnął się zalotnie.
Nie wiedząc co dalej począć zaczęłam dalej rozglądać się w poszukiwaniu kolejnej pary obuwia, gdy doszłam do wnieosku, że nic już tu nie znajdę podeszłam do kasy i czekając w kolejce poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu.
-Hej śliczna.
- Hej... - odparłam- myslałam, że już poszedłeś.
- Niestety, ja też lubie sobie pogrymasić wybierając buty.
Uśmiechnęłam się i podałam sprzedawczyni pudełko.
Po chwili ciszy usłyszałam ile mam zapłacić i podałam kasjerce odpowiednią kwotę. Biorąc torbę z zakupem opuściłam sklep w poszukiwaniu kolejnego elementu garderoby. Moją uwagę przykuła nie wielka czarna torebka ze złotymi dodatkami. Pomyślałam, że cudownie będzie się komponowała z moimi niedawno zakupionymi butami. Podeszłam do towaru i ujrzałam jej cenę: 379zł. Uznałam, że to nie dużo zważając na miesięczne dochody rodziców. Wzięłam ją i ruszyłam w kierunku kasy. [...] Po zapłaceniu zmęczona udałam się do mojego samochodu zaparkowanego niedaleko. Położyłam torby z zakupami na tylne siedzenie a sama zajęłam miejsce kierowcy. Odpaliłam silnik i usłyszałam ciche: pip. Oznaczało to, że mam prawie pusty bak. Musiałam temu zarazdzić i pojechałam na pobliską stację. Zatankowałam pojazd i ruszyłam w drogę do domu. Zostawiając samochód na środku podjazdu wbiegłam do domu i zostawiłam zakupy w swoim pokoju. Sięgnęłam po koc, napój i paczkę chipsów. Do torebki wrzuciłam balsam do opalania i okulary przeciwsłoneczne. Byłam gotowa do wyjścia. Zamknęłam drzwi i wsiadłam do pojazdu. Ponownie odpalając silnik myślałam, którą drogą pojechać. Po ułożeniu mapy w głowie postanowiłam jechać najdłuższą trasą jaka była mi znana. Jechałam z 45 minut. Po dotarcie na plaże zaparkowałam auto w cieniu i ruszyłam w poszukiwaniu miejsca na zatłoczonej plaży. Wypatrując miejsca znalazłam trochę wolnej przestrzeni. Postanowiłam się tam udać. Rozłożyłam koc, rozebrałam się ze spodenek i koszulki pozostając jedynie w kostiumie kąpielowym. Spoglądając w niebo wiedziałam, w którą stronę mam sie ułożyc na wprost do słońca. Wykremowałam się i położyłam. Leżałam i słuchałam szumu wody i odgłosów wydawanych przez plażowiczów.
Poczułam, że ktoś lub coś zasłania mi padające na moje ciało promienie słoneczne. Otworzyłam oczy i rzekłam:
- Czy możesz się przesunąć?
W chwili skończenia tego zdania ujrzałam znajomą mi postać, to był ten chłopak poznany w sklepie, Justin czy jak mu tam.
- Oczywiście, że mogę- uśmiech gościł na jego twarzy.
- To czemu tego nie zrobisz? - spytałam poirytowana.
- Ponieważ... Sam nie wiem, pływałem a gdy wyszedłem zobaczyłem Ciebie. Postanowiłem tu podejść, zwłaszcza po tym jak myślałem, że już nigdy Cię nie spotkam - zaczął tłumaczyć.
- W takim razie może usiądziesz? - zaproponowałam wpatrzona w jego mocno umięśnioną klatkę piersiową.
-Czemu nie? - rzucił i rzucił swój chudy tylek na koc.
W tym momencie poczułam jego bliskość a do tego w brzuchu czułam jak gdyby motyle. Czyżbym się zakochała?
Kolejny poranek w nowym domu nie koniecznie przypadł mi do gustu. Patrząc leniwie w sufit uświadomiłam sobie, że to ostatni dzień wakacji. Pomyślałam, że nie mogę go zmarnować. Przyszło mi do głosy wyjście na zakupy a później na plażę. Sięgnęłam po telefon by zadzwonić po, którąś z moich koleżanek, ale uświadomiłam sobie, że przecież one zostały w Nowym Yorku podczas gdy ja przeprowadziłam się tutaj do Los Angeles. Rozczarowana wstałam z ciepłego łóżeczka i udałam się do szafy, z której wyciąnęłam moje ulubione jeansowe szorty i luźny top no i strój kąpielowy. Wzięłam ubrania i udałam się do mojej prywatnej łazienki. Widok jaki ujrzałam w lustrze ani troche mnie nie zadowlił. Ujrzałam rozczochraną brunetkę z zaspanymi oczami. Szybko rozebrałam się do naga wyrzucając moją fioletową piżamkę do kosza na brudy. Weszłam pod prysznic, ciepła woda zaczęła pieścić moje ciało. Kolejnym krokiem jaki wykonałam było namydlenie ciała truskawkowym żelem pod prysznic. Po solidnym namydleniu spłukałam ciało letnią wodą. Wyszłam z pod prysznica i natychmiast się wytrarłam. Ubrałam wcześniej naszykowany strój i wzięłam się za rozczesywanie swych potarganych włosów. Poszło nawet szybko. Z szafki umieszczonej w pobliżu lusterka wyciągnęłam tusz do rzęs, puder, eyeliner i błyszczyk. Wzięłam się za robienie makijażu wodoodpornymi kosmetykami ze względu na to iż wybieram się na plaże. Po skończonej czynności wyszłam z łazienki podchodząc do drugiej umiejscowionej w moim pokoju szafy gdzie znajdowały się same buty. Wybrałam miętowe sandałki po czym włożyłam je na nogi. Schodząc na dół poczułam zapach nalesników . To zmotywowało mnie do szybszego zejścia na dół. Faktycznie na stole w sporej jadalni stał talerz z ułożonymi w piramidę naleśnikami a obok karteczka a na niej napis: Wiedziałam, że ostatnim razem Ci posmakowały. Smacznego. Mama.
Uśmiechnęłam się widząc ustawione dodatki. Nie czekając długo wziełam się za jedzenie. Zjadałam ze trzy i już więcej nie mogę. Uznając to za koniec pobiegłam do pokoju po torebkę, pieniądze i klucze od auta jak i również od domu.
Zabrawszy te rzeczy udałam się do wyjścia. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i wyszłam. Zakluczowałam drzwi i ruszyłam w kierunku swojej najnowszej fury. Zasiadając na miejscu kierowcy odpaliłam silnik i powoli zaczęłam wyjeżdżać z posiadłości. Na moje nieszczęśćie całe miasto jest zakorkowane. Trudno. Po godzinnym czekaniu w korkach udało mi się zajechać do pobliskiego centrun handlowego. Zaparkowałam auto niedaleko wejścia i ruszyłam w stronę wejścia. Od razu udałam się do sklepu z ubraniami eleganckimi. W prawdzie miałam gotowy strój na rozpoczęcie roku, ale nie zaszkodziłoby gdybym znalazła coś nowego, może nawet fajniejszego. Przechodząc przez próg ujrzałam wprost przepięknął białą sukienkę z czarnymi dodatkami. Nie czekając długo podeszłam do wieszaka, odszukałam swój rozmiar i udałam się do przymierzalni. Leżała idealnie, nie zastanawiając się długo poszłam do kasy zapłacić. Po wyjściu ze sklepu pomyślałam, że żadne z moich butów nie będą pasować do tej sukni. Rozgłądając się ujrzałam sklep z butami, do którego natychmiast postanowiłam pójść. Niedługo musiałam szukać wymarzonych butów, gdyż właśnie takie znajdowały się praktycznie przy wejściu. W duchu modliłam się by mieli mój rozmiar. Podchodząc bliżej zauważyłam ostatnie pudełko z odpowiednim dla mnie rozmiarem, chwyciłam je i poszłam przymierzyć wysokie, czarne szpilki ze złotymi dodatkami. Wyglądałam w nich zjawiskowo do tego swietnie wyszczuplały nogi a co ważniejsze strasznie wydłużały. Wiedziałam, że musze je mieć. Spakowałam je ponownie do pudełka i zaczełam nadal rozglądać się po sklepie w poszukiwaniu kolejnego skarbu. Możne powiedzieć, że mi się udało. Zapatrzona na buty wpadłam na wysokiego bruneta o czekoladowych oczach. Zrobił na mnie wspaniałe wrażenie, że z tego wszystkiego zapomniałam jak się nazywam.
- Cześć jestem Justin- usłyszałam i się ocknęłam.
-Hej, mam na imię Victoria. Wybacz, że na Ciebie wpadłam, ale w pobliżu butów nie mogę się na niczym skupić- odparłam nerwowo.
-To zrozumiałe, w końcu jesteś dziewczyną.
Nic nie odpowiedziałam tylko spuściłam głowę w dół lekko się wstydząc.
- Świetnie wyglądasz w tych butach- spojrzał na pudełko i się uśmiechnął.
- Dzięki- odparłam niepewnie.
- Jesteś tu nowa? Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem.
- Um.. tak. Przeprowadziłam się tu prawie miesiąc temu i już jutro zaczynam szkołę. ... Eh... nie będę Cię zanudzać.
- Nie nudzisz mnie- uśmiechnął się zalotnie.
Nie wiedząc co dalej począć zaczęłam dalej rozglądać się w poszukiwaniu kolejnej pary obuwia, gdy doszłam do wnieosku, że nic już tu nie znajdę podeszłam do kasy i czekając w kolejce poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu.
-Hej śliczna.
- Hej... - odparłam- myslałam, że już poszedłeś.
- Niestety, ja też lubie sobie pogrymasić wybierając buty.
Uśmiechnęłam się i podałam sprzedawczyni pudełko.
Po chwili ciszy usłyszałam ile mam zapłacić i podałam kasjerce odpowiednią kwotę. Biorąc torbę z zakupem opuściłam sklep w poszukiwaniu kolejnego elementu garderoby. Moją uwagę przykuła nie wielka czarna torebka ze złotymi dodatkami. Pomyślałam, że cudownie będzie się komponowała z moimi niedawno zakupionymi butami. Podeszłam do towaru i ujrzałam jej cenę: 379zł. Uznałam, że to nie dużo zważając na miesięczne dochody rodziców. Wzięłam ją i ruszyłam w kierunku kasy. [...] Po zapłaceniu zmęczona udałam się do mojego samochodu zaparkowanego niedaleko. Położyłam torby z zakupami na tylne siedzenie a sama zajęłam miejsce kierowcy. Odpaliłam silnik i usłyszałam ciche: pip. Oznaczało to, że mam prawie pusty bak. Musiałam temu zarazdzić i pojechałam na pobliską stację. Zatankowałam pojazd i ruszyłam w drogę do domu. Zostawiając samochód na środku podjazdu wbiegłam do domu i zostawiłam zakupy w swoim pokoju. Sięgnęłam po koc, napój i paczkę chipsów. Do torebki wrzuciłam balsam do opalania i okulary przeciwsłoneczne. Byłam gotowa do wyjścia. Zamknęłam drzwi i wsiadłam do pojazdu. Ponownie odpalając silnik myślałam, którą drogą pojechać. Po ułożeniu mapy w głowie postanowiłam jechać najdłuższą trasą jaka była mi znana. Jechałam z 45 minut. Po dotarcie na plaże zaparkowałam auto w cieniu i ruszyłam w poszukiwaniu miejsca na zatłoczonej plaży. Wypatrując miejsca znalazłam trochę wolnej przestrzeni. Postanowiłam się tam udać. Rozłożyłam koc, rozebrałam się ze spodenek i koszulki pozostając jedynie w kostiumie kąpielowym. Spoglądając w niebo wiedziałam, w którą stronę mam sie ułożyc na wprost do słońca. Wykremowałam się i położyłam. Leżałam i słuchałam szumu wody i odgłosów wydawanych przez plażowiczów.
Poczułam, że ktoś lub coś zasłania mi padające na moje ciało promienie słoneczne. Otworzyłam oczy i rzekłam:
- Czy możesz się przesunąć?
W chwili skończenia tego zdania ujrzałam znajomą mi postać, to był ten chłopak poznany w sklepie, Justin czy jak mu tam.
- Oczywiście, że mogę- uśmiech gościł na jego twarzy.
- To czemu tego nie zrobisz? - spytałam poirytowana.
- Ponieważ... Sam nie wiem, pływałem a gdy wyszedłem zobaczyłem Ciebie. Postanowiłem tu podejść, zwłaszcza po tym jak myślałem, że już nigdy Cię nie spotkam - zaczął tłumaczyć.
- W takim razie może usiądziesz? - zaproponowałam wpatrzona w jego mocno umięśnioną klatkę piersiową.
-Czemu nie? - rzucił i rzucił swój chudy tylek na koc.
W tym momencie poczułam jego bliskość a do tego w brzuchu czułam jak gdyby motyle. Czyżbym się zakochała?
Notka od autora: Myślę, że Wam się spodobał pierwszy rozdział. Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach napiszcie w komentarzu swój username z tt lub podajcie link do fb.
Proszę Was o komentarze to naprawdę dodaje weny.
Prolog
Jest środek wakacji. Dziewiętnastoletnia Victoria dowiaduje się, że przeprowadza się z rodziną do L.A. Ta informacja wstrząsnęła jej życiem. [...] Po pożegnaniu z przyjaciółmi nastolatka opuściła swoje miasto. Po krótkim locie samolotem dotarła na wielkie lotnisko zlokalizowane w centrun Los Angeles. Zabrawszy swoje bagaże udałam się wraz z rodzicami do taksówki, która na nas czekała. Jechaliśmy nią ok. 15 min i wysiedliśmy przed wielgachnął willą z dużym ogrodem. Nie mogąc uwierzyć w to co widzi dziewczyna z niedowieżaniem zapytała czy to na pewno ich dom. Słysząc potwierdzającą odpowiedź podskoczyła z radości ścisnęła swoich rodziców. Czekając na nich wzięła swoją walizkę i ruszyła w stronę drzwi. Wczodząc do środka opadła jej szczęka. Wiedziała, że to dom marzeń. Podziwiając wnętrze ruszyła schodami na górę w poszukiwaniu swojego pokoju. Gdy go odnalazła zaczęła piszczeć z radości. Obejrzała cały dom i była w świetnym nastroju. Usłyszała wołanie rodziców i nie pozwalając im długo czekać zbiegła po schodach i usłyszała od nich o wyjeździe na plaże. Wbiegła na górę. Powyciągała z walizki ubrania w poszukiwaniu stroju kąpielowago. Po przebraniu się zeszłam na dół gdzie czekali na mnie gotowi rodzice z torbami w rękach. Wyszliśmy z domu poszliśmy do garażu wybierając czarny samochód bez dachu. Wsiadając do niego wyjechaliśmy z posiadłości i ruszyliśmy na plażę. Po dotarciu na największą plaże rozglądałam się i zobaczyłam całą masę nieznajomych twarz. Sądziłam, że w końcu znajdę tu przyjaciółkę lub przyjaciela.
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ
Nadal nie znalazłam przyjaciela a już za parę dni zaczynam szkołe, tam powinno mi się udać nawiązać jakiś kontakt.
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ
Nadal nie znalazłam przyjaciela a już za parę dni zaczynam szkołe, tam powinno mi się udać nawiązać jakiś kontakt.
środa, 29 stycznia 2014
Bohaterowie
Hej oto bohaterwie mojego nowgo bloga:
Justin Bieber, 19 lat.
Młody, lubi poszaleć w towarzystwie dziewczyn, ma wielu przyjaciół
Justin Bieber, 19 lat.
Młody, lubi poszaleć w towarzystwie dziewczyn, ma wielu przyjaciół
Victoria Valentine 19 lat
Młoda uczennica, ma bogatych rodziców, któzy nie poświęcają jej dużo czasu
Lola Evans 19 lat
Zaprzyjaźnia się z Victorią, kręcą ją przystojni chłopcy, jest przyjaciółką Justina
Reszta bohaterów pojawi się podczas reści opowiadania
Subskrybuj:
Posty (Atom)


